Dariusz
Kleczyński

   

Imię:  Dariusz

Nazwisko:  Kleczyński

Miejsce zamieszkania:  Kolno

Dodatkowe informacje:

Darek ma dwie córki (1985 i 1986). Jest właścicielem firmy przewozowej, bezpiecznie zawiezie cię w każde miejsce w Europie.

 

Dzieciństwo i lata szkolne

 

W armii

 

Biskupiec Reszelski, jesień 1983-85

W wojsku

 

Zdjęcia najnowsze

 

 

 

 

 

 

Ze wspomnień Andrzeja Zawalicha:

          "Październik 1984 roku. Jestem drugi dzień w wojsku. Młody, wystraszony nową sytuacją żołnierz który nie wie jeszcze o co w tym wszystkim chodzi. Jestem w sali gdy nagle rozlega się krzyk:
- Szeregowy Zawalich! Do stolika podoficera dyżurnego, bieeegieeem!!!
          O co chodzi? Czego chcą ode mnie? Nie ma czasu do zastanowienia. Wypadam z sali. Biegnąc spostrzegam obok podoficera dyżurnego kompanii dwóch żołnierzy, w tym jednego na służbie z bronią na ramieniu. Po mnie? Za co? Co ja takiego zrobiłem? W ciągu kilku sekund dobiegam do podoficera, staję w postawie zasadniczej:
- Szeregowy Zawalich melduje się na rozkaz.
Ktoś stojący z boku odzywa się:
- Cześć Andrzej, nie poznajesz mnie?
- Darek???

          Młody żołnierz jakim wówczas byłem (drugi dzień w wojsku) nie może w zasadzie nic. Nie może nawet opuszczać sam kompanii. Z prostego powodu: nie umie zachować się, nie wie jak oddawać honory starszemu stopniem itd.

         Koperty, znaczki na listy, papierosy, coś do jedzenia i wiele innych niezbędnych rzeczy  można kupić w kantynie. Ale jak? Przecież nie mogę sam opuścić kompanii!
Inna sprawa: Zajęcia non stop, od rana do wieczora bez przerwy w ruchu. Stąd młode wojsko przez pierwsze kilka tygodni odczuwa głód. Może nie głód, ale jest to ciągły niedosyt, brak dostatecznej ilości kalorii.

          Poza tym sam fakt, że miałem znajomości wśród "starego wojska" stawiał mnie nieco wyżej w hierarchii.

          Darek Kleczyński był wówczas "starym" żołnierzem po roku służby. Zaopiekował się mną niemal jak brat. Kupował i przynosił wszystko o co poprosiłem. A już szczególny "raj" miałem gdy pełnił służbę "na kuchni". Podwójna porcja? Repeta? Nie ma problemu!

          To nie wszystko. Wsparcie moralne i dobre przyjazne słowo też mają swoje znaczenie. Bardzo wiele mu zawdzięczam. Trudno przecenić pomoc, którą w tym szczególnie trudnym dla każdego młodego żołnierza okresie od niego otrzymałem. Doceniam to i jestem mu niezmiernie wdzięczny.

          Dwa razy miałem okazję odwdzięczyć się:
- Podczas przysięgi był moim honorowym gościem. Poprosiłem go i razem z moja rodziną siedział przy jednym stole.
- Drugi raz to już gdy spotkaliśmy się w cywilu. Ale to niech pozostanie naszą tajemnicą."

               Andrzej Zawalich