Ciekawostki

 

"Nasza klasa" obejmuje około 60 nazwisk wśród których zostały zawarte trzy związki małżeńskie:

 

Andrzej Zawalich:

          "To było w IV, V a może w VI klasie Szkoły Podstawowej.
Nasza wychowawczyni, pani Adela Serafin, miała poważny wypadek samochodowy. Były ofiary śmiertelne, zginęła mama naszej koleżanki, Małgosi Stupakowskiej. Po wielu tygodniach rekonwalescencji pani Adela powróciła do pracy w gorsecie chirurgicznym usztywniającym kręgosłup piersiowy i szyjny. Ja i Waldek Bińczyk, nieświadome niczego dzieciaki, śmieliśmy się na lekcji z jakiegoś kolejnego wygłupu. Nie przypuszczaliśmy, że aż tak bardzo może to dotknąć naszą wychowawczynię. W czasie przerwy pani Adela zemdlała. Karetką odwieziono ją do szpitala, gdzie spędziła kilka dni.
          Następnego dnia jedna z nauczycielek powiedziała nam, że wychowawczyni dostała zapaści z naszego powodu - myślała że śmiejemy się z jej nieszczęścia. Po lekcjach natychmiast kupiliśmy ogromny bukiet kwiatów i pobiegliśmy do szpitala.
          Od tego czasu aż do opuszczenia Kolna, czyli do skończenia "ogólniaka", każdego roku w Dniu Nauczyciela szliśmy z kwiatami do Szkoły Podstawowej. Podczas składania życzeń pani Adela nigdy nie pozwoliła nam pocałować się w rękę. Ucałowawszy nas w obydwa policzki ze łzami w oczach przytulała do siebie niczym ukochane dzieci...

          Nigdy o tym nikomu nie mówiliśmy. Nawet Iwona, moja żona, nie wiedziała o tym.
Aż do dzisiaj".
 

                                                                                                 Burbank, 3 lutego 2004 roku.

 

Ze wspomnień Iwony Lango:
          "Bardzo wcześnie bo już w 1975 roku, w piątej klasie podstawówki, rozpoczęło się "przysposabianie" nas, jedenastoletnich dzieci, do jedynie słusznej ideologii, przyjaźni i miłości do naszych braci i towarzyszy z Kraju Rad. Tego niewdzięcznego zadania podjęła się, skądinąd sympatyczna i lubiana przez wszystkich, pani Jadwiga Kiełczewska, żona naszego późniejszego nauczyciela fizyki w Liceum Ogólnokształcącym, Włodzimierza Kiełczewskiego. Uczyliśmy się z konieczności, nikogo to za bardzo nie interesowało. Język obcy? Jeżeli już to nieśmiało marzyliśmy o angielskim i wyjeździe do USA, a rosyjski? Do czego mi to potrzebne? Tak jak wszyscy, traktowałam ten język jako konieczność, coś tymczasowego. Mimo to wprost uwielbiałam słuchać Konkursów Piosenki Radzieckiej które co roku odbywały się w "Pedeku". Nawet nie wiedziałam, że również Andrzej, mój obecny mąż, nigdy nie opuścił żadnego. W kilku z nich brał nawet udział!
          Kilka dni temu ponownie, po wielu latach, usłyszałam jedną z piosenek wykonywaną kiedyś na Konkursie Piosenki Radzieckiej w "Pedeku". Wcześniej śpiewała ją dla nas pani Jadwiga Kiełczewska. O dziwo, pamiętam wszystkie słowa. Nawet Andrzej, który ma nieco gorszą pamięć, świetnie radzi sobie z pierwszą zwrotką i refrenem. Ciekawe, czy pamiętasz tę piosenkę? Zapraszam do posłuchania i napisania o swoich wrażeniach."

                                                     Posłuchaj piosenki